poniedziałek, 9 lutego 2009

Czarna noc i dwa księżyce

Już od jakiegoś czasu rozmawialiśmy o zaadoptowaniu kota. Trzeb było to dobrze przemyśleć bo jakby nie patrzeć kot to nie zabawka i wymaga opieki, czasu, troskliwości. Powoli zaczęliśmy rozglądać się, głównie przez internet po schroniskach. Zupełnie nie braliśmy pod uwagę kupna rasowego kota, przecież tyle tych sympatycznych stworzeń błąka się po ulicach a i w schroniskach jest ich bardzo dużo.  Już prawie ustalaliśmy dzień kiedy pojedzmy pooglądać kotki, zrobiliśmy pierwsze konieczne zakupy gdy okazało się, że do miejsca pracy J. przychodzi przesympatyczna czarna koteczka. Oczywiście była dokarmiana przez pracowników jak to tylko możliwe ale przecież była zima i akurat przytrafiły się silniejsze mrozy. Postanowiliśmy ją zaadoptować, było to 30 grudnia. I tak pojawiła się w naszym domu czarna noc z dwoma księżycami.

Po pierwszej wizycie u weterynarza okazało się, że jest chora. Prawdopodobnie mocno przeziębiła się biegając po mrozie. Zaczęło się leczenie, jeździliśmy z nią na zastrzyki, miała też leczone uszka.
Na początku była bardzo osowiała ale dość szybko dochodziła do siebie. Coraz częściej zaczynała brykać i zwiedzać wszelkie możliwe zakamarki mieszkania. Do korzystania z kociej toalety przyzwyczaiła się w trybie natychmiastowym co bardzo nas ucieszyło, zwłaszcza, że jest to nasz pierwszy kot i trochę obawialiśmy się tej nauki.

W tej chwili jest z nami już prawie miesiąc. Została wyleczona, odrobaczona, wysterylizowana i zaszczepiona . Jesteśmy nią zachwyceni i już teraz mogę powiedzieć, że decyzja przyjęcia kota pod nasz dach była dobrą decyzją.
(29 stycznia 2009)

4 komentarze:

  1. Bardzo się cieszę, że pani wzięła kotkę z ulicy a nie rasowego od hodowcy

    OdpowiedzUsuń
  2. I po czasie, jestem w stu procentach pewna, że to był najlepszy wybór! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi zaginęła czarna kotka... Niestety nie wróciła...

    OdpowiedzUsuń
  4. Współczuję, to bardzo przykre.

    OdpowiedzUsuń