poniedziałek, 23 marca 2009

Samoobsługa

Ostatnio jak byłam w szpitalu córki opowiadały mi jaka to nasza Lunka samodzielna jest. Córka siedziała w swoim pokoju i usłyszała jakiś dziwny szelest, wyszła sprawdzić czy kotka czegoś nie psoci, okazało się... że jednak to robi. Właściwie czy można to nazwać psotą? Przecież ona tylko wskoczyła na szafkę w kuchni, złapała w pyszczek zawinięte w folie mięsko, które i tak było dla niej przeznaczone, rozmrażało się. Czyli jakby na to nie patrzeć obsłużyła się sama :)
Dzisiaj siedzę sobie przy komputerze i… coś szeleści :) Obracam się do tyłu i oczywiście widzę jak Luna usiłuje odwinąć folię z jeszcze zamrożonego mięsa. Lodów jej się zachciało, przecież do lata jeszcze daleko! Teraz już wie gdzie leżą smakowite kąski i obawiam się, że będę musiała to zmienić choć pewnie i tak wywącha.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz