niedziela, 7 czerwca 2009

Kot z charakterem

Wygląda na to, że Lunka najwyraźniej obraziła się na nas za zbyt częste wizyty u weterynarza. Teraz, kiedy od kilku dni nie ma już wycieczek, zaczyna odzyskiwać wesoły nastrój. Coraz częściej bawi się, ponownie ma ochotę upolować gołębia i przede wszystkim nie ma już takich smutnych oczu. Kot z charakterkiem? :)
Podobno koty tak mają, nie podoba im się narzucanie wszelkich zasad przez ludzi. I chyba to dobrze?
Prawdę mówiąc u ludzi to też jest zaletą i tym, którzy mają podobnie, żyje się lepiej więc co się dziwić kotom? Mądre zwierzaki.
Teraz, kiedy Luna wyzdrowiała trochę brakuje mi jej na kolanach. W czasie chwilowej niedyspozycji potrafiła dość długo posiedzieć a nawet czasem dopominała się tego. Niestety, przesiadywanie na czyichś kolanach nie jest czymś co często robi, a szkoda. Stanowczo bardziej preferuje fotel, tapczan czy nawet dywan. No cóż, jej wybór i jej... strata, na fotelu nie jest aż tak często drapana za uszkami.

kot_z_charakterem

4 komentarze:

  1. Cieszę się, że Luna już lepiej się czuje :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam,
    też mam kotkę. Wzięłam ją niestety już chorą ze schroniska. Jeździliśmy z nią do lekarza na zastrzyki, codziennie o tej samej porze, po powrocie z pracy. Trzeciego dnia, gdy wróciliśmy nie przywitała nas przy drzwiach i długo musieliśmy jej szukać. Schowała się na szafie w najodleglejszym miejscu tak żeby nie dało się jej dosięgnąć. Tak było do końca leczenia. Musiałam ją wabić jedzeniem.
    A co do siadania na kolanach, moje kocisko stroniło od naszych kolan miesiącami a dzisiaj (jest u nas już 6 lat) nie można się od niej opędzić.

    Bardzo fajny blog, sporo do przeczytania i obejrzenia. Zamierzam częściej tu zaglądać.
    Pozdrawiam serdecznie
    Zofia

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapraszam :) a co do kolan... to znaczy, ze jeszcze mogę mieć nadziej na to? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jasne ! Kotki jak kobiety są dość zmienne ;)
    Np. moja kocica zaraz po dołączeniu do naszej rodziny miauczała jaj najęta a właściwie, dźwiękiem, który z siebie wydawała było miEu. W związku z tym wołaliśmy do niej Mieuka [Miełka]. Mniej więcej po roku zamilkła, więc przechrzciliśmy ją na MieTkę :)
    Od jakiegoś czasu znowu głośno protestuje gdy czegoś od nas chce.

    Bądź więc dobrej myśli.
    Pozdrawiam serdecznie
    Zofia

    OdpowiedzUsuń