wtorek, 7 września 2010

Wizyta u weterynarza

Luna zaczęła mieć troszkę problemów z dziąsłami, straciła też kilka przednich ząbków. W związku z tym konieczna była wizyta u weterynarza. Zawsze woziliśmy ją w specjalnej torbie, dzisiaj została ubrana w szelki do samochodu. Pisałam o nich już wcześniej, ale jakoś tak się składało, że nie były jeszcze przetestowane.

Zapięta w czerwone szeleczki, nawiasem mówiąc ładnie jej w nich, została zabrana na ręce i poszliśmy do garażu. Przez ten niewielki odcinek drogi calutka trzęsła się, jak się domyślam ze strachu. Jednak ruch uliczny jest inny z perspektywy okna, a dużo inny kiedy się jest praktycznie w jego centrum. Poza tym Luna to wyjątkowo bojaźliwy kot, czasem mam wrażenie, że przydałoby się podawać jej coś uspokajającego. Wystarczy kichnąć, stuknąć krzesłem, żeby cała była "na baczność".


Wracając do jazdy w szelkach, muszę przyznać, że sprawdzają się w praktyce bardzo dobrze. Luna przypięta do uchwytu pasa bezpieczeństwa dla pasażerów, mogła rozglądać się do woli we wszystkich kierunkach, a chyba najbardziej odpowiadała jej pozycja stojąca, tak aby dobrze widzieć wszystko co dzieje się za oknem. Oczywiście wnętrze samochodu również musiała całe zwiedzić, jedynie okolice kierowcy były poza jej zasięgiem.


Tyle wrażeń w tak krótkim czasie! Do tego jeszcze wizyta u weterynarza, zastrzyk w pupę i to co  najgorsze, tabletki. Najgorsze zapewne dla właścicieli, nie jest to proste zadanie, ale udało się.

Teraz, nieco obrażona na cały świat, może wreszcie odpocząć.
Weterynarz sierdził stan zapalny przyzębia, miejmy nadzieję, że po lekach problem szybko zniknie. Za osiem dni kontrola i znowu przejażdżka autem.

P.S. Przepraszam za kiepską jakoś zdjęć, pod ręką był tylko telefon komórkowy.

1 komentarz:

  1. Moja kotka zawsze panicznie bała się auta, na szczęście na naszym osiedlu mieliśmy weterynarza.

    OdpowiedzUsuń